Mariusz Paszkowski w wywiadzie dla Wirtualnej Polski

– Nie musimy czekać na dobre pokolenie, to kwestia zarządzania, treningu, osób, które trenują. I kwestia wyboru, bo sporo dzieci przestaje trenować piłkę na bardzo wczesnym etapie – mówi Mariusz Paszkowski, współtwórca Akademii „Laboratorium Futbolu”, organizator konferencji szkoleniowych dla trenerów, wcześniej m. in. dyrektor systemu „Coerver Coaching” na Polskę.

WP SportoweFakty: No właśnie, dlaczego sporo dzieci szybko się zniechęca i odchodzi od piłki. Z czego to wynika?

Mariusz Paszkowski: – Obecnie na każdym etapie szkolenia nastąpiła duża „profesjonalizacja” i często w związku z tym zabieramy dzieciom to co jest najważniejsze. A najważniejsza jest radość z gry i to powinniśmy cały czas podkreślać. Często zbyt wiele czasu my, trenerzy, poświęcamy na profesjonalny trening u najmłodszych, zapominając przy tym, że piłka to przede wszystkim zabawa. Najważniejsze, przynajmniej w grze dzieci, jest zdobywanie bramek, radość, nieszablonowość, brak kalkulacji i pozytywna atmosfera. Jeśli zabijemy tę radość, dzieci szybciej odejdą od piłki. Podczas naszej ostatniej konferencji jeden z dziennikarzy zapytał naszego gościa, dyrektora Villarreal, kiedy należy przejść od zabawy do profesjonalnego treningu. Ten odpowiedział, że należy taką zmianę jak najdłużej utrzymywać w tajemnicy przed zawodnikiem.

Presja rodziców i trenerów wynika z chęci wygrywania. Kilka lat temu powszechna wśród trenerów młodzieży była opinia, że jest ogromna presja na wynik, co przeszkadza w rozwoju zawodników. Czy takie podejście wciąż istnieje?

– Tak, wciąż nie możemy się z tym uporać. Pamiętajmy o tym, że presja w sporcie jest zawsze, dzieci nakładają ją na siebie same, co jest naturalne, bo same chcą wygrywać. Więc dodatkowa presja ze strony trenera czy rodzica jest zbędna, tylko paraliżuje. Dlatego myślę, że potrzeba zmieniać system z góry. Pasuje wypracować taki system rozgrywek, aby w głównej mierze rozwijał umiejętności młodych zawodników. Nie chodzi o to, że sama gra o wynik jest zła, natomiast głównie liczy się rozwój. Po kilku latach nikt wyników już nie pamięta, ale umiejętności pozostają. Grunt żeby wynik nie był celem samym w sobie. Żeby młodzi zawodnicy nie bali się budować akcji od tyłu.

Tak jak w Holandii.

– Tyle, że tam tego nie trzeba narzucać. Każdy to wie, bo środowisko jest wykształcone. Rodzice też znakomicie rozumieją swoją rolę i rolę samych rozgrywek. U nas z tym mamy jeszcze problem, więc może warto wprowadzić narzucenie rozegrania od tyłu to jako przepis? Doprowadzi to do zwiększenia nacisku na rozwój umiejętności technicznych w samym programie szkoleniowym a także na sam wzrost jakości gry. Oczywiście takich elementów można wprowadzić kilka, ważne żeby rozwijały one zawodników.

Dlaczego akurat do 12. roku życia nie robić klasyfikacji?

– To jest ten magiczny wiek. Według wielu publikacji naukowych z różnych dziedzin właśnie do 12 roku życia zawodnik najlepiej się rozwija. To ten etap, gdy mówimy o „czystej edukacji”. Potem różne rzeczy zajmują głowę zawodników, dodatkowo nie ma już takiej elastyki w szkoleniu. Dlatego tego okresu nie można zmarnować poprzez wywieranie dodatkowej presji, trzeba go poświęcić na naukę gry. Dodatkowo planując proces szkolenia musimy przewidywać jak piłka nożna będzie wyglądać za 10-15 lat, wtedy kiedy w wieku seniorskim będą zawodnicy, których aktualnie szkolimy. Takie perspektywiczne myślenie pozwala w odpowiedni sposób zaplanować całą strukturę szkolenia. Oczywiście tego nigdy do końca nie przewidzimy, ale obserwując zmiany w grze na przełomie ostatnich 10 lat widzimy, że piłka nożna staje się coraz szybsza, a co za tym idzie, większe znaczenia ma antycypacja, decyzyjność i kreatywność zawodników. Dlatego na tym powinniśmy skupić naszą uwagę, szczególnie do 12 roku życia, kiedy te elementy najłatwiej wypracować. Parcie na wynik jest szkodliwe. Perspektywa popełnienia błędu paraliżuje zawodników, tym samym zabijana jest kreatywność i decyzyjność.

Czyli jak mówił Avram Grant: „Kreatywny piłkarz musi mieć możliwość popełnienia błędu”.

– I to samo jest z dziećmi. Dziecko musi mieć możliwość popełnienia błędu. Po to, by go wyeliminować. Dlatego mówię: „Nie twórzmy klasyfikacji, tabel. Skoncentrujmy się na grze”

Krzysztof Paluszek, obecny szef akademii Zagłębia Lubin opowiadał, że kiedyś brał udział w badaniach wieku biologicznego piętnastolatków. Okazuje się, że ledwie w 50 procentach pokrywał się on z datą urodzenia. Chłopcy najszybciej dojrzewający mieli biologicznie po 18 lat, a ci najwolniej nawet 12. To znaczy, że w jednej drużynie do lat 15 mógł faktycznie grać 12- i 18-latek. A to oznacza że 12-latek zostanie wyeliminowany z gry.

– Edukacja to proces długotrwały. To co jest odłożone w czasie jest trwalsze. Dlatego trzeba po prostu przyjąć z góry, że szkolenie nie daje natychmiastowych profitów. Zdarzają się jednak sytuacje, że „sito” odrzuca tych słabszych fizycznie. Tymczasem więcej uwagi powinno się zwracać na prognozowanie i szukaniu samych umiejętności gry. Zawodnicy szybko dojrzewający opierają swoją grę na motoryce, na szybkości, sile. Ci mniejsi na sprycie, technice i rozumieniu gry. Kombinują, szukają. Z czasem stają się bardziej kompletni, a motoryka w późniejszym okresie się wyrównuje. Często mają lepszą decyzyjność, kreatywność, technikę. Samo badanie wieku biologicznego jest bardzo ważne, bo pozwala nam w odpowiedni sposób dopasować program i biorąc pod uwagę indywidualizacje procesu szkolenia.

OK, załóżmy, że jestem prezesem klubu. Stawiam na kształcenie piłkarzy. Potem przyjdzie duży klub, zobaczy 12-latka, weźmie go sobie i za wiele lat sprzeda z zyskiem. To oznacza, że przez kilka lat inwestowałem w chłopca i nic z tego nie mam. Dlaczego miałoby mi się to opłacać?

– Pamiętajmy o tym, że zadaniem małych klubów jest właśnie dostarczanie dobrych zawodników dużym klubom. Jednak kwestia etyki transferowej to odmienny temat. Wszyscy pamiętamy sprawy Milika czy Kapustki, do których nigdy nie powinno dojść. To sprawa mentalności. Jestem zdania, że duże kluby powinny współpracować z tymi mniejszymi i oferować im pomoc, choćby w samej edukacji. Ważne jest również kształtowanie pozytywnych relacji z tymi mniejszymi. Male kluby natomiast powinny mieć różnego rodzaju profity z kształcenia, które ewentualnie wynagrodzą im pewne straty.

Wróćmy do podstawowego pytania. Widzimy rozwój piłki w wielu krajach i dość umiarkowany w Polsce. Czy to znaczy, że mamy mniej utalentowane dzieci?

– Nie sądzę. Dzieci wszędzie się rodzą takie same.

Jednak są różne uwarunkowania genetyczne w sporcie, tego nie da się uniknąć.

– Jasne, ale nie rozmawiamy o tym, na co nie mamy wpływu, czyli o genetyce. Poza tym w dużym 40-milionowym kraju, gdzie piłka nożna jest sportem numer 1, można znaleźć więcej dzieci o naturalnych predyspozycjach. Potem jest kwestia treningu.

W takim razie, w którym momencie nasze dzieci zaczynają przegrywać rywalizację z rówieśnikami z Zachodu?

– Gdy zbliżają się do wieku seniora i zaczyna zanikać ich przewaga wynikająca z motoryki, rywale zaczynają nadganiać, a jednocześnie dominują technicznie, taktycznie. Wtedy zaczynamy sobie zadawać pytanie: „Dlaczego przegrywamy teraz, choć wcześniej wygrywaliśmy?”. Wychodzi to stawianie na wynik. Trzeba zawsze pamiętać, że szkolenie dzieci to jest inwestycja długoterminowa.

Byłem na organizowanym przez was szkoleniu trenerów, widziałem tłumy. Wygląda na to, że głód wiedzy wśród młodych szkoleniowców jest spory.

– Tak, widać, ze ten zawód się rozwija, dużo się dzieje w Polsce pod względem szkoleniowym. Jak to się mówi: „Sporo zostało zrobione, ale jest jeszcze sporo do zrobienia”.

To racja, chyba dobrym przykładem jest rozwój Narodowego Modelu Gry z jednoczesnym zastrzeżeniem, że jest on dość słabo rozpowszechniany. Weekendowe kursy trenerskie to tradycyjne zaliczyć i zapomnieć.

– Narodowy Model Gry jest dobrą podstawą, same kursokonferencje to jednak za mało. Liczy się przede wszystkim praktyka i właśnie na ten charakter warsztatowy należy postawić. Trener musi zrozumieć całą filozofię, a na pewno jest to łatwiejsze w momencie kiedy sam na sobie przerabia dany materiał. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że duże kluby i tak będą pracowały po swojemu, bo posiadają własne programy szkoleniowe, ale dla szkoleniowca rozpoczynającego pracę to bardzo istotny program, szczególnie mając na uwadze fakt przygotowywanych suplementów do NMG.

No właśnie, jaki przyjąć model nauczania, żeby Polska weszła w nowy etap, jeśli chodzi o szkolenie, dogoniła Europę. Ze wszystkich programów najbardziej podoba mi się ten angielski. Trener ze związku odwiedza dany klub kilkadziesiąt razy w roku (60 godzin) i prowadzi edukację szkoleniowców na przykładzie ich treningów.

– To jest na pewno świetny wzór. Młodzi ludzie po kursach często szukają swojej drogi i ta metoda pomaga im się szybko i właściwie ukierunkować. To co jest świetne w tym systemie to to, że ludzie nie boją się prosić o pomoc. Przyjeżdżają do nich trenerzy, korygują ich, wskazują błędy, motywują do dalszej pracy i rozwoju. Obowiązuje zasada „wszyscy pracujemy dla dobra angielskiego futbolu”.

Rozmawiał Marek Wawrzynowski